niedziela, 9 grudnia 2012

Orfeusz // "Into another intensity"


Jestem jednocześnie Orfeuszem i Bachantką
Rozdzieraną
Gram na lirze i sama odrywam sobie głowę,
która spada jak gruda gliny do stóp
z głośnym plaśnięciem.

Dziewczyna i Lew
siła pieśni i siła ciała
gwałtowność, która jest równowagą
Dwa szaleństwa
Czarny i biały sfinks
dalej-
w następną intensywność



We must be still and still moving
Into another intensity
For a futher union, a deeper communion
Through the dark cold and empty desolation
 
(T. S. Eliot)








niedziela, 25 listopada 2012

Kiss Me, Kate


Święta Katarzyna - Bernardino Luini

PETRUCHIO


Idzie! - Witaj, Kasiu
Słyszałem, pani, że tak masz na imię?

KASIA

Dobrześ pan słyszał, ale nie do końca.
Kto o mnie mówi, zwie mnie Katarzyną.

PETRUCHIO

Bujda! Na imię masz zwyczajnie Kasia,
Kasia-ślicznotka, czasem Kasia-jędza,
Taka czy siaka Kasia, ale Kasia,
Kasia nad Kasie, Kasia w całej krasie,
Kasia-kataklizm, Kasia-delikates,
Bo widok Kasi kosi z nóg i kusi;

(przeł. St. Barańczak)


Katarzyna w wersji Sandro Botticellego; detal z ołtarza kościoła św. Barnaby

Catherine Bush, piękne lata 70. XX wieku

Anonimowy obraz flamandzki z kolegiaty w Toro w Hiszpanii - Maria z muchą na kolanie, Kaśka w ładnej sukience, jak zwykle z książką, wymądrzająca się)
katarzyna na Drzewie Pomarańczowym
Kaśka patronka kolejarzy - dworzec we Wrocławiu


Cudowny głos Kate Rusby:


A na koniec - pierwsze najważniejsze listopadowe imię:

Święty Marcin

Święty Marcinie co z biedakiem zmarzniętym
podzieliłeś się płaszczem
Ulewa wiatr femme fatale
kapało po brodzie
jak dobrze rozdać serce
przy paskudnej pogodzie

(Jan Twardowski)

Jak dobrze...

Święta Katarzyna 

O Katarzyno święta
w dniu twych imienin
dziewczęta
wosk leją, od wieków wróżą
dobrze się w niebie postaraj
by każda tęga cienka
duża średnia mała
miała męża górala

(Jan Twardowski) 

Szczęśliwych wróżb!

sobota, 17 listopada 2012

Glinieję na zimę // Atem der Statuen

"Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią."
Na początku taniec szkieletów:


Stoję na zewnątrz siebie i przyglądam się, jak z grubych, zardzewiałych drutów powstaje mój szkielet. Miednica z drewna, głowa jak skręcona pętla wolframu w żarówce, mechaniczna pomarańcza.Szlifierki, młotki, piły, gięcie, rżnięcie, snopy iskier tryskające z metalowych członków - bo kość udowa za długa, a ramię nie powinno się ruszać. Teraz powstaję z trudem, nie tak jak za pierwszym razem - niepostrzeżenie, w ciemności, cicho, jak grzyby pod osłoną wilgotnej nocy.


"Bezruch w ruchu". Świętokradztwo i tworzenie golema. Najbardziej utopijna i zuchwała ze wszystkich sztuk  próbujących zatrzymać ciało-w-czasie. Tę chwilę, kiedy pochylasz głowę i tylko ja widzę twój kark. Ten moment, kiedy twoja ukochana osłania oczy przed oślepiającym światłem odwróconą wnętrzem na zewnątrz dłonią. Kiedy stoisz, opierając się o drzewo, zmęczony, z opuszczonymi ramionami. Kiedy wspinam się na palce i próbuję dosięgnąć na półce niewidocznej książki.


Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny. Chcemy podobizn, chcemy nosić zdjęcia w portfelu, ale zdjęcia są płaskie, nie da się ich objąć i pogłaskać po karku. Tutaj każda nierówność zostaje odwzorowana, uwieczniona. Trochę przerażająco patrzeć, jak glina, ubijana, gładzona, zwilżana, niepostrzeżenie nabiera kształtu mojego ciała. Kruchego, niedoskonałego, tylko mojego. Moje własne asymetrie. Nie mam głowy, głowa nadal jest pętlą, która nigdy nie rozbłyśnie. Miałam kawałek głowy, ale odpadł z hukiem.


Camille Claudel, wspaniała, tragiczna. Moi rzeźbiarze są wspaniali, ciągle łamią drugie przykazanie, lepią z ziemi, szara glina z wielkiej skrzyni, przywieziona nie wiadomo skąd, mokra, sapiąca i mlaskająca, pełna zielonych kiełków i kawałków gałązek, bakterii, lepka, niebezpieczna, jeśli zanieczyści ranę. 
Powiedz tylko słowo - odpowiednie- prawdziwe, a glina ożyje. Znajdź Słowo.


"Dzisiaj dobrze mi się rzeźbiło, porozmawiałyśmy sobie". A przecież ja tu jestem tylko przedmiotem, Obiektem w Kontrapoście. Lewa noga bardzo mnie boli.




Musik: Atem der Statuen. Vielleicht:
Stille der Bilder. Du Sprache wo Sprachen
enden. Du Zeit,
die senkrecht steht auf der Richtung vergehender Herzen.

(Rainer Maria Rilke)

Muzyko: oddechu posągów, może:
ciszo obrazów. Mowo, gdzie mowy
kończą się. Czasie,
pionowo stojący na kierunku serc, które giną.

(przeł. Mieczysław Jastrun)

PS 1. Jeśli ktoś nie zna filmu o Camille Claudel i Rodinie, trzeba nadrobić, koniecznie.
         
PS 2. "Córka rzeźbiarza", autobiograficzna opowieść Tove Jansson:




"Zupełnie inne są paniusie. Jeśli się je rzeźbi, stają się kobietami, ale póki są paniusiami, sprawa jest ciężka. Nie potrafią nawet porządnie pozować i znacznie za dużo mówią. (...) W pracowni stoi bardzo dużo rzeźb, te wielkie, białe kobiety zawsze tam były. Stoją wszędzie, ruchy ich ramion są niezdecydowane i nieśmiałe, patrzą gdzieś poza ciebie, bo są zobojętniałe i smutne w całkiem inny sposób niż moje anioły. Niektóre mają na głowie szmaty do gliny, a największa ma brzuch przewiązany sznurem do bielizny. Bielizna jest mokra, i gdy przechodzisz, muska cię w ciemności po twarzy niczym zimne, białe ptaki". 
              



















czwartek, 8 listopada 2012

Oś świata // Fall Into Love

Najpierw Sophie. Jej głos:

fall into love original

"Niech moje drzewa rosną wysoko,
Tak wysoko..."


Zastanawiałam się, dlaczego śpię na lewym boku, na lewym policzku. Inaczej - rzadko. Przypominam sobie. Budząc się tak, widziałam okno pod takim kątem, że za nim było tylko niebo i tańczące gałęzie jesionu. Gałęzie mówiły od razu jaka dziś pogoda, jaki jest świat na zewnątrz i czy w ogóle warto wstawać. Czarne krechy miotane wiatrem (listopad). Falujące na wietrze, jasnozielone na tle najmłodszego błękitu (kwiecień). Zielone, ciężkie, bez ruchu, mocno niebieskie, napęczniałe słońcem niebo za nimi (maj, maj , maj, wspomnienie tak intensywnego szczęścia, że nic, ani przedtem , ani później, ale każdy maj powtarza i obiecuje, łóżko jest to samo, ale widok inny, niebo inne, oczy te same).
Nawet jeśli nie na jesionie wisiał Odyn, jeśli to nie jesion jest Drzewem Świata pnącym się koroną w dół, Jesion jest Osią mojego świata.

A kiedy budziłam się na prawym boku, widziałam polityczną mapę świata z wielkim, różowym Związkiem Radzieckim.

Meliady to greckie nimfy jesionów. "Gdy Uranos został okaleczony przez jednego z synów – Kronosa, krople krwi, które spadły na ziemię, zrodziły Erynie (boginie zemsty) i Meliady. Z tego też względu z jesionu sporządzano oszczepy, które miały powodować duży upływ krwi. Meliady były również opiekunkami dzieci porzuconych pod jesionami oraz opiekunkami stad."




Porzucona pod jesionem, żyłam na nim długo i wysoko.
Potem zeskoczyłam, choć to wymagało wiele czasu i odwagi.
I zobaczyłam Emily unoszącą się nad polem kukurydzy, jak świetlista chmura, która zawsze za mną idzie.

Emily Floating above the Cornfield. Me staring. Her voice is in my veins.









"Ociężałą, chociaż szaloną
Chmurą płynęły przez czas.

Wciągnęłam je z wiatrem w płuca:
Poezja nie poszła w las…"





sobota, 27 października 2012

Dziewczynka w Wannie, Chłopiec w Wieży // "Hypocrite reader, my double, my brother"

                Była sobie mała Dziewczynka, która mieszkała ze swoim tatą w Wannie. Wanna była ogromna, wypełniona wodą, aligatorami, rybami, krabami, dziećmi, pijakami, fajerwerkami, rękawicami baseballowymi, dobrą muzyką i co tam się jeszcze nadarzyło. Dziewczynka rysowała węglem na ścianie kartonowego pudła swoją historię, zupełnie jak artyści z paleolitu. Jej nieobecna mama była pogromczynią aligatorów, jej tata uczył ją rozłupywać kraby. Dziewczynka lubiła słuchać wszystkiego, co żyje. Krzyczała, gdy była zła i spała, kiedy była zmęczona. Miała na imię Hushpuppy czyli Bułeczka Kukurydziana.


                 Był sobie Chłopiec, który mieszkał w wieży w Nowym Jorku zupełnie sam. Miał trzydzieści kilka lat i młodszą siostrę, której nie chciał widzieć, ale ona wśliznęła się potajemnie do jego wieży, jak to młodsze siostry potrafią.Większość czasu spędzał zamknięty za szklaną ścianą. Najbardziej na świecie lubił uprawiać seks z kobietami, których nie znał albo tak mu się przynajmniej wydawało (że lubi, nie że nie zna kobiet, bo naprawdę nie znał ich wcale). Lubił też, biegając nocą po ulicach, a raczej uprawiając jogging (bo "bieganie" brzmiałoby dla niego trochę chaotycznie i podejrzanie, chłopcy tego rodzaju wolą coś "uprawiać" niż po prostu to robić) słuchać przez słuchawki Glenna Goulda grającego Bacha. Chłopiec miał na imię Brandon, ale nie był żeglarzem. I na pewno nie był mnichem.



                 Wieża i Wanna leżą w tym samym kraju. Wilgotna kraina Bathtub, regularnie zatapiana, szarpana huraganami, zbudowana z odłamków tego, co ocalało, to prowincjonalna Luizjana. Zaludniona wielobarwną zbieraniną ludzi, których łączy Miejsce - niełatwe, nieprzystające do tego, co zwykliśmy (my! ale my - gdzie, my - kto? ) nazywać godziwymi warunkami do życia, ale ich własne, pełne specyficznych kolorów, smaków, dźwięków. Nowy Jork to Nowy Jork i niewiele więcej da się o nim powiedzieć, bo tam jest chyba wszystko, cokolwiek człowiek może wymyślić, oprócz prowincjonalnej Luizjany i wielkiego garnka z gotującym się gumbo.
                 Akcja filmów "Wstyd" (Shame, 2011, reż. Steve McQueen) i "Bestie z południowych krain" (Beasts of the Southern Wild, 2012, reż. Benh Zeitlin) rozgrywa się w tym samym kraju - USA, w tym samym czasie- teraz. Hushpuppy i Brandon mówią po angielsku, ale żyją jakby na innych planetach. To Chłopiec z Północy i Dziewczynka z Południa, amerykańskie yin i yang, bohaterowie najbardziej poruszających obrazów, jakie zdarzyło mi się oglądać w kinie przez ostatni rok.

"- Ja przynajmniej mam własne mieszkanie.
- Masz mieszkanie, fanta-kurwa-stycznie! Masz mieszkanie i pracę, więc jesteś godzien czci.
- Przynajmniej nie zależę od nikogo. Ty jesteś zależna, jesteś pasożytem.
- Nie masz nikogo! Nie masz nikogo oprócz mnie i swojego zboczonego szefa."

Brandon i jego siostra mówią różnymi językami. To nie jest rozmowa, to stukanie w szybę. Może nawet nie to.

"Wszechświat polega na tym, że wszystko dobrze do siebie przylega. Jeśli jedna część się rozwali, choćby najmniejsza, to rozwali się cały wszechświat." Tak mówi Hushpuppy. Dziewczynka wie, że potop nie zdarzył się dawno temu, w Biblii, ale zdarza się teraz, w Luizjanie - może zdarzyć się w każdej chwili, a wtedy "te zwierzęta, które nie mają tatusia, który by je w porę wsadził na łódkę, zginą". Wie też, że już niedługo potop zaleje cały świat, bo lodowce topnieją. Hushpuppy wie, że żyjemy (my, tak , my tu, tam, wszędzie, zawsze) na skraju katastrofy. Tylko razem możemy tę katastrofę przetrwać. W katastrofę dobrze jest zasnąć na czyimś ramieniu, nawet gdyby miało się już nigdy nie obudzić.


         Wszystko prędzej czy później sprowadza się do opowieści o Chłopcu i Dziewczynce, ona wychodzi z Wanny i ratuje go z Wieży na dalekiej Północy:
"Był zupełnie siny z mrozu, prawie czarny, ale nie spostrzegł tego wcale, gdyż Królowa odjęła mu swym pocałunkiem wrażliwość na zimno, a jego serce stało się kawałkiem lodu. Chodził i zbierał płaskie, ostre kawałki lodu, które składał w ten sposób, aby coś z nich wyszło. Układał najkunsztowniejsze wzory, była to lodowa łamigłówka, w jego oczach figury te były nadzwyczajne i niezwykłej wagi. Składał figury, które tworzyły napis, ale nie udawało mu się ułożyć słowa, na którym mu właśnie zależało. Słowem tym była "Wieczność". Jeśli uda ci się ułożyć to słowo, staniesz się zupełnie niezależny...
Zupełnie sam w olbrzymiej lodowej sali, przyglądał się kawałkom lodu i myślał, myślał aż coś w nim zatrzeszczało, siedział zupełnie sztywno i cicho, mogło się zdawać, że zamarzł.
I wtedy właśnie Dziewczynka weszła przez wielkie wrota pałacu. Poznała go, rzuciła mu się na szyję, objęła go mocno i wołała:
-Nareszcie cię odnalazłam!
Ale on siedział zupełnie cicho, sztywny i zimny.
Wtedy zapłakała..."
Stop.

Wszystkie łzy na świecie nie pomogą, jeśli nie spróbujemy poszukać wspólnego języka.
"Spojrzał na nią, a ona zaśpiewała mu pieśń:


Hipokryto, czytelniku, sobowtórze, mój bracie
Gdzie zgubiliśmy drogę?
Jakbyśmy mówili językami...
Nie rozumiem ani słowa.
Wyjdź ze swojej głowy
Do mojego świata
Wyjdź 
Teraz

A oni wzięli się za ręce i wywędrowali z wielkiego pałacu, i rozmawiali o różach kwitnących wysoko na dachu. I nagle zrozumieli starą pieśń.

Siedzieli więc oboje, dorośli, a jednak dzieci, dzieci w sercach, i było lato, gorące, błogosławione lato."

poniedziałek, 22 października 2012

Wizytówka // This ocean is wrapped around that pineapple tree


Drzewo ananasowe nie wyrosło z puszki - tylko takie ananasy, blade, dziurawe plastry jadłam przez większość życia.

Ananasy wcale nie rosną na drzewach, wokół których owija się miłośnie ocean.
Kiedyś śniły mi się ananasy kołyszące się z wiatrem wysoko na Drzewie.
Ananasy to byliny - jak astry, dziewanny, krokusy, konwalie. Mój ulubiony rodzaj słodyczy. Kolczasty z wierzchu, nieporównany wewnątrz. Szczypiący w kącikach ust.
Owoc z Kręgosłupem trudnym do skręcenia.
Na Karaibach i w obu Amerykach stał się symbolem gościnności.


Są piosenki, które zna się tak dobrze, że chciałoby się wytatuować je sobie na ciele, bo są z nami tak długo, i właściwie nie wiadomo dlaczego. Spośród tych wszystkich piosenek jest jedna, która zawsze przychodzi i mówi: "Tak, to właśnie JA. Pamiętaj, jak już będziesz szła do tego salonu tatuażu". To piosenka o burzach, jeżynach, śniegu. O tym, że mogę robić mnóstwo planów, ale Ogień może równie dobrze planować sobie, że zostanie Wodą. O wiadomości od Jezusa, nie wiadomo właściwie jakiej. O pocałunkach, za które warto oddać każde niebo. I o Drzewie Ananasowym.

Ten Ocean zawsze będzie owinięty wokół Drzewa. Nieważne, jak bardzo kłuje.


PS. Cyr. pamięta, jak pisałyśmy rok temu list do Tori w foyer Sali Kongresowej, rysując na kartce ananasy i serca. A Tori mimo to nie zaśpiewała "Cooling". Wierzymy, że  tylko dlatego, iż korespondencja została przejęta przez mściwych ochroniarzy.


czwartek, 18 października 2012

4x7

Babka często wspominała, że mając kilka lat, chodząc z nią po wsi i odwiedzając sąsiadki, znikałam. Znajdowali mnie a to w kurniku, a to w sadzie, ukrytą, śpiącą albo zajętą sobą. Niewiele pamiętam z tych spacerów - tylko śliwkowe sady, obce schody, to, że była zawsze wczesna wiosna albo późna jesień, pod gałęziami drzew panował mrok, pachniało dymem z ogniska, w dolinie rozlegały się nawoływania.
W moich wspomnieniach trwa wieczne popołudnie.
Popołudnie to najlepsza pora na świecie. Złote światło popołudnia, popołudniowa herbata, chwila ciszy i doskonałego spokoju.
Dziś o 17.00 skończę 28 lat. Cztery siódemki, cztery cykle - niech to zabrzmi ezoterycznie, ale granica każdego z nich przynosiła zmianę.
Zużyłam już całe cztery ciała, wszystkie komórki cztery razy uległy wymianie. Jakie będzie piąte?

A teraz: oto są Rzeczy, dla których Warto Żyć i Zobaczyć, Co Będzie Dalej.
"My Favourite Things".


Chmury. Obłoki. "Ice-cream castles in the air", jak śpiewa Joni.


To Drzewo. Wszystkie drzewa.


Beethoven.


Wiatr. Wicher. Eter. Takie niebo.


Tęcze, Burze i Popołudnia.


Koty. Psy , Wilki, Jeże, Borsuki, Lisy, Foki, Kruki, Kangury Północne. I inni.


Jesiony w Garlicy.


Kwiaty Brzoskwiń.


Pociągi, Dworce i Podróże.


Finał "Króla Lwa".


Latarnia Morskie. Morze, Ocean, Rzeka. Ważki nad Rzeką, kąpiele w zimnej wodzie, chodzenie po wodzie, pływanie, zanurzenie.


Ta Piosenka, ta Kobieta.

I jeszcze wata cukrowa, ptaki o piątej rano w maju, zapach świata w kwietniu, Radio, fortepiany i pianina, harfa i obój, Słońce, Księżyc, Soboty Wielkanocne, fiołki, powieści Dickensa, biblioteki, zielona herbata i gorzka czekolada, sukienki w kwiatki, wieszanie prania na sznurku.

I Ty. I Ty też.

Open me. Wide. Narrow. Pass through me, and whatever lies on the other side, could not be reached except by this. This you. This now. This caught moment opening into a lifetime.
jeanette winterson

ps. Za tydzień idę na spotkanie z Jeanette. Co za piękny prezent!