Jedyne rzeczy, które lubię zimą, łączą się z obrazem Dziadka. Dziadek wiedział wszystko. Wiedział, jak działają statki, frachtowce, barki, pogłębiarki, lodołamacze i dokąd płyną. Zabierał mnie na łyżwy na zamarzniętej Rusałce w Parku Kasprowicza i na sanki na sztucznej górce pomiędzy pawilonem Dana a delikatesami Fala, których wtedy nie było. Zbudował na działce biały dom z czerwonym dachem. Znał się na mapach, zwierzętach z dalekich stron i gwiazdach filmowych. Był domowym kinooperatorem maszynki do wyświetlania bajek - to był aparat Ania w czerwonej, plastikowej obudowie.
Dziadek kochał ruch - zimą też wkładał kaszkiet, rękawiczki i wyruszał po prostu po to, żeby się powłóczyć, pojechać do lasu, pojechać nad Odrę, nad Regalicę, popatrzeć na wędkarzy, popatrzeć na kaczki i łabędzie na lodzie, wyciągające szyje po chleb, który dała nam Babcia. Zbił karmnik dla ptaków i każdej zimy przykręcał go na balkonie, ze słoniną dla sikorek, ziarnem i twarogiem dla wróbli, ale i tak zawsze nadlatywały pirackie mewy, te wrzaskliwe zawadiaki, o tyle sympatyczniejsze od gołębi.
Dziadek miał maszynę do wypiekania słodkich wafli, potrafił wszystko naprawić i zawsze chciał dorabiać kończyny okaleczonym kobietom, które dostawałam od ojca na urodziny. Kariatyda nie ma rąk - chodź dolepimy! Nike ma skrzydła, ale nie ma głowy. Nie chciałam. A może to był dobry pomysł.
Dziadek działał, kochał życie, był zodiakalnym Strzelcem, urodzonym w grudniu, urodzonym na Wschodzie, z szerokim uśmiechem, silnymi dłońmi, uczył mnie liczyć po rosyjsku, nigdy nie przeklinał i zawsze, zawsze był po mojej stronie.
sobota, 21 grudnia 2013
sobota, 30 listopada 2013
Another Girl's Paradise
Zerwały się kolejne koraliki. Zostało pięć na prawej ręce i dwie na lewej. I kilka nowych, ale to całkiem inna historia. Jedna z nowych bransoletek to korale, które babka nosiła na szyi.
środa, 20 listopada 2013
To nie jest recenzja // Just a reflection
- Ten dźwięk, ten straszny dźwięk, kiedy upadłaś na ziemię. To był reflektor, który oślepił cię na ćwierć sekundy, kiedy w ciemności przebiegałaś przez ulicę. Droga była o tej porze pusta, musiała być pusta, do wschodu Słońca jeszcze tyle czasu. Czekałem na ciebie po drugiej stronie drogi, a ty wróciłaś na tamtą stronę, żeby poszukać szminki, która wypadła ci z płytkiej kieszonki dżinsów, kiedy szliśmy ciesząc się chłodem i Księżycem jeszcze tkwiącym na niebie. Nie ma cię. Nie wiem, co się stało, coś błysnęło i rozdzieliło nas, zastygliśmy na zawsze na tym samym obrazie, w tym samym kadrze, ale po dwóch stronach linii, która nas rozdziela.
- To była refleksja? Czy refluks? Czy tylko odbicie? Odbiło ci się? Zajączek lusterkiem.
- Masz obsesję światła.
- Jak każda żyjąca istota.
- Nie każda . Każda żyjąca istota ma obsesję wody.
- Nie ma obsesji. Woda ją buduje. Nie myslisz o swojej skórze, dopóki nie czujesz potrzeby jej zrzucić. Dopóki nie czujesz, że pęka w szwach.
Jadę autobusem przez Przedmieścia. Na zakręcie rondel kuriozalnego kościoła. Na czubku, w upiornym listopadowym zmierzchu tkwi Neonowy Krzyż. Wejdź! Zobacz! Rodeo! Człowiek szarpany i rzucany na wszystkie strony przez siłę Zwierzęcia, które w nim wierzga. Przyjdź! Zobacz! Korrida! Człowiek zabija zwierzę, rani je, krew sika. Krew wsiąka w higieniczne chusteczki. Człowiek temperuje swój temperament, swój strój i strój instrumentów. Wejdź, nadchodzi zlodowacenie, musimy porosnąć ubraniem, wyhodować grubszą skórę, wyprawić skórę na buty, wyprawić wesele, wyprawić się w świat, wyprawić własną skórę na bęben, w który będziemy bić do końca naszych dni. Nie chcesz już rytmicznie pompować, żeby dmuchać powietrzem w organy, podłączasz organom respirator elektryczny, mięśnie i pot młodego chłopca, pomocnika organisty, zastepują mięśnie robota, maszyny, świece, ogień na ołtarzu zastępuje światło z elektrowni zapalone gdzieś daleko, światło, które nie parzy, światło, które nie jest niebezpieczne, muzyka, która nie parzy.
Ale to nie jest ta muzyka.
Nadchodzi noc, jedna noc dla wszystkich. Lepiej mieć wtedy wziąć kogo za rękę w ciemności. Nie ma obrony przed ciemnością, ale jest dotyk w ciemności. Może być. Jeśli szukasz piekła, spójrz w siebie. Niebo to inni.
- To była refleksja? Czy refluks? Czy tylko odbicie? Odbiło ci się? Zajączek lusterkiem.
- Masz obsesję światła.
- Jak każda żyjąca istota.
- Nie każda . Każda żyjąca istota ma obsesję wody.
- Nie ma obsesji. Woda ją buduje. Nie myslisz o swojej skórze, dopóki nie czujesz potrzeby jej zrzucić. Dopóki nie czujesz, że pęka w szwach.
Jadę autobusem przez Przedmieścia. Na zakręcie rondel kuriozalnego kościoła. Na czubku, w upiornym listopadowym zmierzchu tkwi Neonowy Krzyż. Wejdź! Zobacz! Rodeo! Człowiek szarpany i rzucany na wszystkie strony przez siłę Zwierzęcia, które w nim wierzga. Przyjdź! Zobacz! Korrida! Człowiek zabija zwierzę, rani je, krew sika. Krew wsiąka w higieniczne chusteczki. Człowiek temperuje swój temperament, swój strój i strój instrumentów. Wejdź, nadchodzi zlodowacenie, musimy porosnąć ubraniem, wyhodować grubszą skórę, wyprawić skórę na buty, wyprawić wesele, wyprawić się w świat, wyprawić własną skórę na bęben, w który będziemy bić do końca naszych dni. Nie chcesz już rytmicznie pompować, żeby dmuchać powietrzem w organy, podłączasz organom respirator elektryczny, mięśnie i pot młodego chłopca, pomocnika organisty, zastepują mięśnie robota, maszyny, świece, ogień na ołtarzu zastępuje światło z elektrowni zapalone gdzieś daleko, światło, które nie parzy, światło, które nie jest niebezpieczne, muzyka, która nie parzy.
Ale to nie jest ta muzyka.
Nadchodzi noc, jedna noc dla wszystkich. Lepiej mieć wtedy wziąć kogo za rękę w ciemności. Nie ma obrony przed ciemnością, ale jest dotyk w ciemności. Może być. Jeśli szukasz piekła, spójrz w siebie. Niebo to inni.
czwartek, 7 listopada 2013
Usiądź dla mnie // Sit for me
Usiądź dla mnie. Będę cię podziwiać.
1. "Zawsze chciałem cię dotknąć, od kiedy cię zobaczyłem."
2. "Jesteś taka sama jak na zdjęciach."
3. "Chciałem sprawdzić, jak smakujesz."
Chcesz pobrać próbki? Oznaczyć mnie? Odlać? Prosić o moją rękę? Masz - w dwudziestu dwóch kopiach.
Nie oglądam się teraz.
Nie oglądaj mnie. Zamknij oczy. Poczuj mój oddech na karku. Zaczekaj. Nie potrafisz nie patrzeć. Nie potrafisz czekać. Ja też nie.
4. "Jesli kiedys stracę wzrok, wrócę do rzeźbienia".
niedziela, 27 października 2013
Zapach dymu i fiołków
Fiołki zakwitły po raz drugi w tym roku. Druga wegetacja, druga wiosna, druga szansa. W zeszłym roku o tej porze padał śnieg, pamiętam szary śnieg na tle szarego nieba i szarej ściany na parterze , na rogu placu Matejki, picie rumu z herbatą w pracowni rzeźby, rozmowę o Camille Claudel i o lepieniu figurek z plasteliny (" -A ty dlaczego zająłeś się rzeźbą? - Bo jak byłem mały miałem mało zabawek i chciałem sobie zrobić sam".)
W poniedziałek ukazuje się nowy, czwarty album Arcade Fire z jedną z najpiękniejszych okładek, jakie można sobie wyobrazić:
I jak znika rozwiany dym, tak jego oczom
Zniknęła, już daleka. Już nie zobaczyła,
Jak on daremnie chwyta cienie i jak wiele
Chciałby powiedzieć.
(Wergiuliusz, Georgiki, przeł. Zygmunt Kubiak)
Rzeźba Augusta Rodina, tego geniusza i okropnego, aroganckiego człowieka. W jego domu-muzeum nie ma wcale, jak śpiewa Agnieszka Chrzanowska, sali poświęconej Camille Claudel. Poczułam się"haniebnie oszukana." Jest sala z napisem "Przyjaciele i znajomi Rodina". I tam znajduje się kilka rzeźb Camille. Przyjaciółki i znajomej. Modelki, muzy, uczennicy, rzeźbiarki, wariatki.
Powstał niedawno film o pobycie Camille w szpitalu dla umysłowo chorych, w którym zamknęła ją rodzina. W roli głównej Juliette Binoche - esencja francuskości? Może bardziej podobna do żywej Camille niż zjawiskowa Isabelle Adjani.
Rzeźba Augusta Rodina, tego geniusza i okropnego, aroganckiego człowieka. W jego domu-muzeum nie ma wcale, jak śpiewa Agnieszka Chrzanowska, sali poświęconej Camille Claudel. Poczułam się"haniebnie oszukana." Jest sala z napisem "Przyjaciele i znajomi Rodina". I tam znajduje się kilka rzeźb Camille. Przyjaciółki i znajomej. Modelki, muzy, uczennicy, rzeźbiarki, wariatki.
Powstał niedawno film o pobycie Camille w szpitalu dla umysłowo chorych, w którym zamknęła ją rodzina. W roli głównej Juliette Binoche - esencja francuskości? Może bardziej podobna do żywej Camille niż zjawiskowa Isabelle Adjani.
W powietrzu zapach dymu z palonych liści, słońce, silny wiatr. Żólty motyl. Nie wiadomo, czy to wiosna czy jesień. Niech się nie kończy.
środa, 23 października 2013
Słuch umiera ostatni // MM
Rozminęłam się z Maciejem Malickim. Odkryłam jego książki miesiąc temu, przypadkiem (nie ma przypadków), zachłysnęłam się, chciałam napisać do niego, że prawdopodobnie jest genialny, jak Mistrz Miron. A zaraz potem dowiedziałam się, że nie żyje. Od bardzo niedawna.
Kończę czytać, zaczynam pisać. Kończę pisać, zaczynam słuchać.
P ( w tramwaju) : Ten autobus ma świadomość...
Baba (w autobusie) : Przecież dupa to też część ciała.
Inna baba (przy automacie MPK, do dziewczyny, której tenże automat nie chce przyjąć banknotu i wypluwa, może też ma świadomość..) : Wymienię pani te 20 złotych! A jakby tego nie chciało przyjąć, to mam też drugie i trzecie! (pokazuje)
Dziewczyna: Faktycznie, działa!
Baba: Bo to świeże, z banku wczoraj brałam.
Piekarnia/ kawiarnia Lajkonik na Basztowej, twarzą do tramwajów. Przyjemne otumanienie słońcem. A liści na drzewach prawie nie ma, trochę pod stopami, włochate trawy w doniczkach, plecione fotele, gołe nogi, o tej porze. Tak jest w raju - zawsze ciepło, sucho, przyjemnie, nie za gorąco, nie ciemno, zawsze jest powód, żeby się cieszyć, kolejna kawa za rogiem, kolejne spotkanie, nie kończące się popołudnie. Płynięcie chwil. Trwanie i płynięcie. Słońce na twarzy.
Moczę twarz w gęstym słońcu.
Teraz mnie namalujcie, przy stoliku, twarzą do tramwajów, z okruchami bułki przyklejonymi do warg.
Refreny, refreny. Autotematyzm. Autor zawsze jest tematem. Wyłapuje refreny, tematy rzeczywistości, praca motywiczna, wariacje, forma ABA, rondo, giro giro tondo, quanto è bello il mondo. Życie to słuchanie. Język jest wszystkim. Na poczatku było słowo, był dźwięk.
Gdzie jest Maciek?
Gdzie jest drugi Maciek?
W tej samej sekundzie:
Kobieta na chodniku, (przez telefon): Gdzie jesteście?...Ale GDZIE jesteście?"
...i powtarza, powtarza.
Słuch umiera ostatni.
(Tak słyszałam).
I tak się włóczę, włóczę, włóczę
kolejny dzień, kolejny tydzień, kolejny miesiąc
kolejna Pełnia
Czas miłości jest odległy
Wczoraj była Wielkanoc,
a jutro Boże Narodzenie.
Wszystko się zmienia, wszystko jest
Tak Samo.
"Wszystko Jest".
Kończę czytać, zaczynam pisać. Kończę pisać, zaczynam słuchać.
P ( w tramwaju) : Ten autobus ma świadomość...
Baba (w autobusie) : Przecież dupa to też część ciała.
Inna baba (przy automacie MPK, do dziewczyny, której tenże automat nie chce przyjąć banknotu i wypluwa, może też ma świadomość..) : Wymienię pani te 20 złotych! A jakby tego nie chciało przyjąć, to mam też drugie i trzecie! (pokazuje)
Dziewczyna: Faktycznie, działa!
Baba: Bo to świeże, z banku wczoraj brałam.
Piekarnia/ kawiarnia Lajkonik na Basztowej, twarzą do tramwajów. Przyjemne otumanienie słońcem. A liści na drzewach prawie nie ma, trochę pod stopami, włochate trawy w doniczkach, plecione fotele, gołe nogi, o tej porze. Tak jest w raju - zawsze ciepło, sucho, przyjemnie, nie za gorąco, nie ciemno, zawsze jest powód, żeby się cieszyć, kolejna kawa za rogiem, kolejne spotkanie, nie kończące się popołudnie. Płynięcie chwil. Trwanie i płynięcie. Słońce na twarzy.
Moczę twarz w gęstym słońcu.
Teraz mnie namalujcie, przy stoliku, twarzą do tramwajów, z okruchami bułki przyklejonymi do warg.
Refreny, refreny. Autotematyzm. Autor zawsze jest tematem. Wyłapuje refreny, tematy rzeczywistości, praca motywiczna, wariacje, forma ABA, rondo, giro giro tondo, quanto è bello il mondo. Życie to słuchanie. Język jest wszystkim. Na poczatku było słowo, był dźwięk.
Gdzie jest Maciek?
Gdzie jest drugi Maciek?
W tej samej sekundzie:
Kobieta na chodniku, (przez telefon): Gdzie jesteście?...Ale GDZIE jesteście?"
...i powtarza, powtarza.
Słuch umiera ostatni.
(Tak słyszałam).
kolejny dzień, kolejny tydzień, kolejny miesiąc
kolejna Pełnia
Czas miłości jest odległy
Wczoraj była Wielkanoc,
a jutro Boże Narodzenie.
Wszystko się zmienia, wszystko jest
Tak Samo.
"Wszystko Jest".
poniedziałek, 21 października 2013
Ink- aua...
Haust inkaustu.
Faust, fałsz, ink-ub, fan klub
Inkubator idei.
Plamy z atramentu sa niemożliwe do usunięcia.
A od dziś jestem "kompozycja wielofiguratywna! A nie dupka sama."
Podpieram ścianę i osuwam się w zapachu terpentyny. Kobieta w kawałkach.
Plamy na różowej sukience z białą koronką. Sukienka robiła się coraz bledsza, a plama z atramentu nadal była. Nadal jest. Przeżarła materiał, czarna.
Faust, fałsz, ink-ub, fan klub
Inkubator idei.
Plamy z atramentu sa niemożliwe do usunięcia.
A od dziś jestem "kompozycja wielofiguratywna! A nie dupka sama."
Podpieram ścianę i osuwam się w zapachu terpentyny. Kobieta w kawałkach.
Plamy na różowej sukience z białą koronką. Sukienka robiła się coraz bledsza, a plama z atramentu nadal była. Nadal jest. Przeżarła materiał, czarna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




